obraz18

Możliwie wczesna rezygnacja z podawania butelki oraz smoczka uspokajacza.

Roczne dziecko bez problemów powinno przyjmować płyny z kubka. Trening picia z kubka rozpoczynamy około 9 miesiąca życia (a nawet i wcześniej), po opanowaniu przez dziecko umiejętności ściągania pokarmu z łyżeczki. Niekorzystne jest wprowadzanie kubków z ustnikami, butelek- bidonów. Nie są to rzeczy potrzebne dziecku, nie rozwijają jego sprawności artykulacyjnych, a wręcz odwrotnie hamują je. Picie z kubka świadczy o osiągnięciu przez dziecko pewnego poziomu dojrzałości. Picie przez smoczek słodkich napojów, szczególnie w nocy, sprzyja rozwijaniu się próchnicy zębów.

kubki

Jeśli chodzi o smoczek uspokajacz to najlepiej zrezygnować z jego podawania około 6 miesiąca życia. Jest to czas wzmożonej aktywności dziecka, w ciągu dnia, jeśli chodzi o doznania pokarmowe. W tym czasie możemy podawać dziecku chrupki, skórki od chleba. Oczywiście wycofywanie smoczka należy przeprowadzać stopniowo. Coraz rzadziej w ciągu dnia, później podawać do zaśnięcia, a zaraz po zaśnięciu smoczek wyciągnąć dziecku, aż do całkowitej rezygnacji z jego stosowania.

Dwuletnie dziecko nie powinno zdecydowanie używać smoczka.

Smoczek, który zalega całymi dniami w ustach dziecka, nie pozwala mu rozwijać mowy. Ogranicza ćwiczenie sprawności mięśni twarzy i jamy ustnej. Zaburza możliwość pionizacji języka, tak ważnej z punktu widzenia realizacji wielu głosek. Nieprawdą jest, iż odstawienie smoczka uspokajacza spowoduje ssanie palca.

Podawanie dziecku w odpowiednim momencie pokarmów wymagających gryzienia, żucia.

Uznaje się, że pierwsze słowa pojawiają się u dziecka wtedy, gdy osiąga ono pewną dojrzałość wyrażającą się w sprawności ruchowej (swobodne siedzenie, utrzymywanie pozycji stojącej, sprawna manipulacja przedmiotami oraz jedzenie łyżeczką, odgryzanie pokarmów, ich rozdrabnianie i rozpuszczanie w jamie ustnej). Nie warto zatem hamować rozwoju umiejętności gryzienia i żucia, a dzieje się tak, jeśli zbyt długo podajemy dziecku papki.

obraz22Dziecko 3-letnie powinno jeść już jak osoba dorosła. Brak umiejętności prawidłowego gryzienia, żucia, picia z kubka powinno być alarmujące. Pamiętajmy, mowa wyrasta z tych pierwotnych zachowań umiejętności!

Dziecko powinno jak najwcześniej (siedzi samodzielnie, trzyma głowę) jeść samodzielnie, początkowo używając łyżeczki. Trening samodzielności jest bardzo ważny z punktu widzenia rozwoju dziecka, w tym również mowy.

Nie są to tylko puste slogany typu: „od jedzenia do mówienia”, „pokaż mi jak jesz, a ja powiem ci jak mówisz”. Mowa wyrasta po części z czynności jedzenia i oddychania. Stanowi jej niepodważalny fundament. Sposób jedzenia, połykania, jest bardzo istotny w terapii dziecka o dużych problemach komunikacyjnych.

Nauka czyszczenia nosa.

Już prawidłowe układanie dziecka w łóżeczku sprzyja kształtowaniu prawidłowego toru oddechowego, a więc przez nos. Umiejętność czyszczenia nosa to element samokontroli, samodzielności. Drożny nos sprzyja prawidłowemu oddychaniu. Oddychanie nosem zapobiega infekcjom. W  nosie powietrze zostaje nie tylko ogrzane, ale równie oczyszczone. Jeśli dziecko oddycha ustami, z powodu niedrożnego nosa, jest narażone na bezpośredni kontakt z bakteriami wywołującymi choroby.

Nieustannie otwarta buzia w konsekwencji sprawia, że język układa się w niekorzystnej pozycji, co pociąga za sobą dalsze konsekwencje, np. w postaci obniżonego napięcia mięśnia okrężnego ust. Wszystko to sprzyja powstawaniu wad wymowy. Nie wyręczajmy się tylko mechanicznymi sposobami oczyszczania nosa. Uczmy nasze dzieci jak najszybciej tej umiejętności. Nos pełni ważną funkcję – jest narządem węchu. Nerw węchowy odpowiadający za unerwienie nosa, zlokalizowany jest w mózgu w zakręcie hipokampa. Ten obszar odpowiada za procesy pamięci, uwagi oraz za uczenie się. Zatem istnieje ścisły związek między funkcjami jakie spełnia „nos”, a rozwojem dziecka.

Drożny nos nie tylko poprawia wydolność oddechową, jakość mowy, ale również wpływa na przebieg uczenia się dziecka. Dbajmy zatem o drożny nos dziecka. Nie dopuszczajmy do przedłużających się infekcji.

Dbałość o jamę ustną, zęby. Kontrole stomatologiczne i ortodontyczne.

obraz15O stan uzębienia dziecka możemy zadbać już od pierwszych dni. Jak? Nie podawajmy dziecku słodkich napojów, szczególnie w nocy. Cukier sprzyja namnażaniu się bakterii, atakujących uzębienie. Warto od samego początku uczyć, przyzwyczajać, wdrażać dziecko do prawidłowych nawyków żywieniowych.

Warto wcześnie zachęcać dziecko do mycia zębów. Nie trzeba używać do tego pasty, a np. naparu z szałwii. Pastę możemy zastosować wtedy, gdy dziecko posiadło już umiejętność płukania ust. Można też zaopatrzyć się w pastę nie zawierającą fluoru. Fluor jest niekorzystny dla naszego przewodu pokarmowego, dlatego stosować pastę z fluorem należy wówczas, gdy jesteśmy pewni, że dziecko znakomicie płucze jamę ustną.

Próchnica zębów jest bardzo niekorzystna dla rozwoju mowy, łączy się bowiem z licznymi ubytkami zębów, przez co realizacja wielu głosek jest utrudniona. Pisałam o tym w  odpowiedzi na pytanie: Jaki wpływ na rozwój mowy ma uzębienie?

Warto zadbać o kontakt z dobrym stomatologiem, który w sposób profesjonalny zajmie się naszym dzieckiem.

Z pomocy ortodonty należy skorzystać jak najwcześniej wówczas, gdy dziecko np. na wskutek ssania palca, jest obciążone wadą zgryzu. Nie czekamy, aż dziecku wyrosną stałe zęby. Wady zgryzu nie skorygują zęby stałe, wadliwe jest bowiem ustawienie wobec siebie szczęk. Nie trzeba czekać, by założyć aparat stały, można zacząć działać wcześniej, korzystając z aparatów ruchomych. Wymagają one systematycznego, konsekwentnego stosowania, ale są znacznie tańsze od aparatów stałych i dzięki nim możemy szybciej skorygować pojawiające się wady. Oczywiście w tej kwestii zawsze ostatnie słowo należy do ortodonty, który sprawuje opiekę nad dzieckiem, uwzględniając wszystkie przesłanki.

Kontrola stanu migdałka gardłowego tzw. trzeciaka.

O przeroście migdałka gardłowego mogą świadczyć, np. częste infekcje, nieustannie otwarta buzia, chrapanie. O zasadności usunięcia trzeciego migdałka może wypowiedzieć się lekarz. Powiększony migdał nie sprzyja rozwojowi mowy (występuje mowa bezdźwięczna, problem z realizacją głosek). Nie pozwala też na pionizację języka, zaburza pracę podniebienia miękkiego, zaburza prawidłowy tor oddechowy.

Jeśli lekarz zaleca wycięcie migdałka to należy dokonać zabiegu jak najwcześniej, nie odwlekając operacji. Z punktu widzenia rozwoju mowy dziecka, jest to bardzo ważne.

Ocena wędzidełka podjęzykowego.

Oceny wędzidełka podjęzykowego powinno dokonywać się już na oddziale noworodkowym. Kiedy trafiają do mnie dzieci ze skróconymi wędzidełkami, to wielokrotnie słyszę, że dzieci były poddane takiemu badaniu po urodzeniu w szpitalu, ale nic nie zauważono. W dalszym wywiadzie dowiaduję się, że dzieci te miały od samego początku problemy ze ssaniem piersi, płakały, były nieustannie głodne, co zmuszało matki do przejścia na karmienie butelką. Rodzice tych dzieci zgłaszają również, że ich pociechy ciągle się śliniły, nie tak jak dzieje się to w przypadku ząbkowania, ale intensywniej i długo po tym, jak dziecko miało pełne uzębienie. Ciąg dalszy jest zazwyczaj taki, że dzieci te mają problem z prawidłową wymową wielu głosek, gdyż ich język w dużym uproszczeniu, nie jest w stanie przyjąć szerokiej pozycji na podniebieniu.

szczeki

Problem skróconego wędzidełka jest bardziej złożony. Niesie ze sobą znacznie więcej problemów.

Czasami zdarza się, że dziecko mimo skróconego wędzidełka „prawidłowo” realizuje wszystkie głoski. Ta prawidłowość jest zawsze pozorna. Logopeda musi zwrócić na to uwagę, ale ostateczną decyzję co do przecięcia pozostawia rodzicowi. Jakie zatem następstwa niesie skrócone wędzidełko? Wspomnę tu o próchnicy zębów- język spełnia również funkcję czyszczącą jamy ustnej, ale z uwagi na ograniczone ruchy nie jest w stanie poradzić sobie z usuwaniem resztek pokarmów z tylnych zębów. Zalegający pokarm staje się źródłem bakterii i niosących je chorób. Inne następstwa ankyloglosjii zasygnalizuję pokrótce:

  • nieprawidłowo wyrzynające się stałe zęby górne,
  • problemy z oprotezowaniem
  • nieprawidłowy wzorzec połykania, prowokujący wady zgryzu
  • problemy z krtanią u osób pracujących głosem.

Istnieje przekonanie, również wśród grupy logopedów, że skrócone wędzidełko można rozćwiczyć, rozciągnąć. Należałoby tu odwołać się do budowy, struktury wędzidełka, by stwierdzić, że jest to niemożliwe. Owszem mięśnie języka rozćwiczymy i być może sprawi to wrażenie rozćwiczonego wędzidełka, ale jest to złudne. Wędzidełko zachowa swoją długość, gdyż włókna nie można rozciągnąć. Szkoda marnować sił, zapału dziecka i pieniędzy rodziców na długą, bezowocną terapię (bo przypomnę, że sukces w tym  przypadku zawsze będzie tylko pozorny).

Trzeba wyjaśnić dlaczego zatem grupa logopedów oraz innych specjalistów w tym lekarzy pediatrii, laryngologii upiera się przy ćwiczeniach, a nie przecinaniu wędzidełka. Jeszcze kilkanaście lat temu studentów logopedii uczono, że wędzidełko można rozćwiczyć. Wieloletnie doświadczenia logopedów, obserwacje, badania, jakie wykonano na przełomie tych kilkunastu lat pokazały, że jest to bezowocna praca, a jedyny sukces terapii zyskuje się po frenotomii – zabiegu przecięcia wędzidełka podjęzykowego. Świat rozwija się nieustannie. Widać to choćby w medycynie. Pojawiają się nowe techniki wykonywania zabiegów, operacji, leczenia chorób. Do wszystkiego dochodzi się poprzez obserwacje, badania. Tak jest w przypadku ankyloglosji – skróconego wędzidełka.

W tym momencie nie mogę nie poruszyć jeszcze jednej kwestii. A mianowicie  współpracy z lekarzami. Kiedy oceniam stan wędzidełka opierając się na odpowiednich testach pomiarowych i zalecam przecięcie wędzidełka, gdyż jego długość jest nieodpowiednia do tego, aby dziecko mogło swobodnie i prawidłowo realizować głoski, czy prawidłowo połykać, mam ogromny problem. Zazwyczaj spotykam się ze stwierdzeniem lekarza, że nie widzi sensu przecinania wędzidełka podjęzykowego, że wystarczy spojrzeć, by zobaczyć, że język się rusza, że z całą pewnością przecięcie nie poprawi wymowy dziecka itd., itd. Proszę wybaczyć, ale nie ujmując wiedzy lekarzom, ich zdolnościom, doświadczeniu, nie wiem, jaka jest ich wiedza i praktyka odnośnie korygowania wad wymowy, jaka jest ich wiedza odnośnie prawideł wymowy, wiedza w zakresie fonetyki i fonologii. Nie wystarczy tylko ocenić, czy język jest ruchomy. To za mało!!

obraz19

Kontrola słuchu.

Duże zaburzenia w zakresie słuchu są dość łatwe do uchwycenia. Dziecko słabo reaguje na komunikaty rodziców. Rodzic jest zmuszony często powtarzać polecenia podwyższonym tonem. Dziecko słucha, np. odbiornika telewizyjnego podkręcając znacząco dźwięk. Czasami wady słuchu ujawniają się w momencie podjęcia nauki szkolnej, kiedy dziecko uczy się czytać. Są to mniejsze odstępstwa od normy, choć mogą znacząco wpłynąć na rozumienie i sukcesy w nauce.

Zdarza się, że słuch pogarsza się w momencie przerostu trzeciaka, częstych infekcji górnych dróg oddechowych, przytkanych woskowiną wąskich kanałów ucha zewnętrznego.

Jeśli mamy nawet niewielkie podejrzenia co do tego, że dziecko źle słyszy, należy zbadać słuch fizjologiczny. Wynik takiego badania jest istotny dla dalszego przebiegu terapii dziecka, ustalenia ewentualnie innej przyczyny zaburzeń ze strony słuchu.

Minimum telewizji, maksimum zabawy.

Oglądanie telewizji, choć bardzo zajmuje każde małe dziecko, nie jest zalecaną forma spędzania wolnego czasu. Patrzenie w odbiornik jest szkodliwe dla wzroku dziecka, a co istotniejsze ma wpływ na pracę układu nerwowego!

Prawa półkula mózgu, odpowiada za przetwarzanie i przechowywanie informacji muzycznych, matematycznych, orientację w terenie. Jest odpowiedzialna za zapamiętywanie ale zautomatyzowane przydatne w opanowywaniu wierszyków, wyliczanek, szeregu liczb itd. Pozwala rozpoznać kształty, kolory. Odpowiada za odbiór tego, co dzieje się na monitorze komputera, odbiornika telewizyjnego, czy telefonu komórkowego (dziś modne jest dawanie telefonów komórkowych do zabawy już rocznym dzieciom, a dwulatki bez trudu operują telefonami). Jeśli dziecko korzysta z tych sprzętów kilka godzin dziennie to sprawia, że prawa półkula zaczyna przejmować dominację w mózgu. A to nie jest korzystne. Dlaczego? Lewa półkula nie ma szans na rozwój, nie jest bowiem stymulowana, wykorzystywana. Komputer, telefon komórkowy, czy telewizor działają na mózg dziecka jeszcze parę godzin po tym, jak skończyło ono z nich korzystać.

10991127_824534104260046_5940754703090109727_n

Lewa półkula odpowiada za myślenie, rozumienie, tworzenie, analizę. Ukierunkowuje naszą uwagę i zawiaduje pamięcią dotyczącą wiedzy o świecie. Odpowiada za pamięć werbalną, a więc za rozwój mowy. Od niej zależy opanowanie czytania. Pozwala odbierać bodźce wzrokowe, słuchowe, dotykowe, a więc te, które biorą bezpośredni udział w nauce. Dla pełnego, prawidłowego rozwoju mózgu niezbędna jest współpraca i zaangażowanie obu półkul. Oglądając telewizję, grając w gry komputerowe, zaburzamy procesy rozwoju, możliwości mózgu.

Dziecko przebywające w towarzystwie włączonego odbiornika tv, jest poddawane nieustannie niezliczonej ilości bodźców. Częstotliwość zmieniającego się obrazu, intensywność dźwięku i koloru, nie jest korzystna dla rozwoju młodego, dojrzewającego, kształtującego się układu nerwowego. Dziecko inaczej niż dorosły odbiera bodźce z monitora, silniej koncentruje się na obrazie, a otoczenie przestaje dla niego istnieć. Dziecko działa prymitywnie, nie ma jeszcze rozwiniętej lewej półkuli odpowiedzialnej za rozumienie, analizę. Dziecku trudno jest odróżnić to, co dzieje się wokół niego od rzeczywistości wirtualnej. My dorośli nie możemy oceniać treści telewizyjnych tylko z naszej perspektywy. Musimy spojrzeć oczyma dziecka, z jego perspektywy rozumienia świata, rozwoju mózgu. Dziecko podczas oglądania jest bierne, nie wchodzi przecież w interakcję z odbirnikiem. Na nic zda się ilość usłyszanych słów, skoro nie ma sposobności, by to słownictwo wykorzystać w życiu. Tylko drugi człowiek, początkowo jest to osoba dorosła, może mobilizować, prowokować, zachęcać do powtarzania słów, zadawać pytania, udzielać odpowiedzi, wyjaśniać to, co niezrozumiałe dla dziecka. Dziecko musi mówić, a więc trenować, by dobrze mogło mową się posługiwać i rozwijać wzorce prawidłowej wymowy.

Czasami dorosłym wydaje się, że dziecko nie jest zaabsorbowane telewizją, bo jej nie ogląda, choć ta jest cały czas włączona. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się z dzieckiem, gdy nagle podczas zabawy usłyszy dźwięk reklamy. Może być nawet w drugim pokoju, a zareaguje natychmiast. Czy świadczy to o tym, że dla dziecka telewizja jest niepochłaniająca? Raczej nie. To samo dziecko możemy poddać innemu testowi. Spróbujmy zawołać dziecko podczas jego zabawy (odbiornik nie jest w tym czasie włączony). Dziecko potrafi być tak pochłonięte zabawą, że nie reaguje na nasze wołanie. Porównując te sytuacje łatwo można zobaczyć, jaki wpływ ma na dziecko telewizja, komputer.

Widoczne jest jeszcze jedno zagrożenie. Otóż w bajkach, grach komputerowych obraz zmienia się bardzo szybko. Sprawia to, że dziecko nie czeka na efekt zbyt długo. Wszystko otrzymuje niemal natychmiast. Telewizja, komputer nie uczą cierpliwości, wytrwałości. Co gorsze sprawiają, że rzeczywistość staje się nudna, mało atrakcyjna. W codziennym życiu bodźce nie napływają z taką intensywnością. Co więcej, gry komputerowe, bajki telewizyjne sprawiają, że dziecko nie rozwija w sobie empatii, gdyż nie obcuje z ludzkimi emocjami, które można odczytać bezpośrednio z twarzy, z ciała drugiej osoby. Nie wspomnę już o tematyce, fabule bajek, czy gier. Pozostawiają one wiele do życzenia.

Programy komputerowe, bajki nie są tworzone przez ludzi znających psychikę dziecka, posiadających wiedzę na temat rozwoju i potrzeb dziecka, a przez programistów.

Żadne programy komputerowe, telewizyjne nie zastąpią zabawy: układania klocków, puzzli itd. Proszę się nie łudzić. Mogą jedynie przyczynić się do uzależnienia dziecka od telewizora, komputera. W Polsce pojawiają się już ośrodki dla dzieci w wieku przedszkolnym uzależnionych od komputera, czy telewizora. Dzieci patrzące w monitor będą w przyszłości pozbawione umiejętności skupienia uwagi, a to jest istotna umiejętność z perspektywy nauki szkolnej. Nie chcę pozostawić złudzeń. Patrzenie w monitor, to nie skupienie uwagi. Patrząc w monitor, dziecko ma wyłączone myślenie. Działa mechanicznie, choć obserwatorowi może wydawać się nieco inaczej.

W zasadzie dziecko do ukończenia 2 roku życia nie powinno w ogóle przebywać w towarzystwie włączonego telewizora, komputera, tabletu. Nie jest to wskazane dla prawidłowego rozwoju jego układu nerwowego.

Pamiętajmy, że nie wszystko da się w przyszłości odbudować, nadrobić. Dziecko będzie wzrastało z tym, w co go wyposażyliśmy, co w niego zainwestowaliśmy. I nie chodzi tu o pieniądze na zakup bajek, sprzętu wysokiej technologii, lecz o poświęcony czas, wspólną zabawę.

Wiem, że w tym miejscu rodzic powie, ale kiedy, jak znaleźć na to wszystko czas? Przychodzę z pracy i muszę podołać wielu obowiązkom. Nie mogę zajmować się cały czas dzieckiem. Jeśli rodzic pokaże dziecku jak wygląda zabawa, czym i jak można się bawić, zachęci dziecko do samodzielnej zabawy. Tak rozwinie i ukształtuje wyobraźnię dziecka, że ono samo będzie potrafiło zająć się sobą. Dzieci spędzające czas przed telewizorem, komputerem zawsze się nudzą, nie potrafią się niczym konstruktywnym zająć. Są wiecznie niezadowolone, nieustannie znudzone, niekreatywne. Dla nich liczy się tylko bierny odbiór bodźców z monitora. Zachęcam do wysłuchania wykładu prof. J. Cieszyńskiej, który wygłosiła w Tychach (http://www.centrummetodykrakowskiej.pl/2,a,do-pobrania.htm)

Nieocenionym dobrem staje się wspólna zabawa z dzieckiem, czytanie bajek. Dzięki temu możemy pobudzać wyobraźnię dziecka, jego kreatywność, słownictwo. Kiedy mówimy do dziecka, dopasowujemy tempo mowy, słownictwo do możliwości i potrzeb dziecka. Możemy wszystko na bieżąco wyjaśniać, możemy powtórzyć to, co jest niezrozumiałe.

Bawmy się z dzieckiem w naśladowanie odgłosów: dziecko naśladuje- my odgadujemy i odwrotnie. Zadawajmy dziecku zagadki, ale nie te kupione w sklepie, ale takie, które sami na bieżąco możemy wymyślać, np. zakładamy ją na głowę? Zagadki możemy redagować na poczekaniu, w każdej sytuacji i okolicznościach. Zachęcajmy dziecko, by ono również zadawało zagadki wymyślone przez siebie. Możemy bawić się w ciepło- zimno: chowamy przedmiot i naprowadzamy dziecko na jego znalezienie komunikatem ciepło- gdy dziecko jest blisko ukrytego przedmiotu i zimno, gdy przedmiot jest daleko od szukającego go dziecka. W tej zabawie również można wymienić się rolami z dzieckiem.

Przy okazji zabaw dbajmy o sprawność manualną dłoni dziecka. Zabawy paluszkowe, zabawy z użyciem masy solnej, ciastoliny, segregowanie drobnych przedmiotów, uaktywniają dłonie dzieci. To ważne z punktu widzenia stymulacji ośrodków mowy w mózgu. Dłonie- szczególnie okolice kciuka i stopy mają swoje ośrodki w mózgu położone w sąsiedztwie ośrodków mowy.

Ważne też, by zakładać dziecku bluzki z odpowiednią długością rękawów nie zakrywających nadgarstków. Jest kilka ku temu powodów, jednym z nich jest ułatwienie dziecku manipulacji. Długie rękawy uniemożliwiają dziecku aktywność. Podobnie jest z długością nogawek spodni. Dziecko nie powinno deptać po opadających nogawkach.

Sprawność manualna jest niezbędna do nauki pisania. Nie jest możliwym jej kształtowanie poprzez dawanie dziecku kredek i zalecanie rysowania. Umiejętności grafomotoryczne dziecka nie kształtują się poprzez obcowanie z narzędziami pisarskimi, ale na wskutek licznych ćwiczeń, treningów, podczas których doskonalimy chwyt i zręczność dłoni dziecka. Wszystkie zabawy z użyciem plasteliny, segregowanie drobnych przedmiotów, nawlekanie koralików itd. są sprzyjające kształtowaniu się odpowiedniej sprawności rąk niezbędnej do odpowiedniego trzymania i posługiwania się kredką, pędzelkiem, długopisem.

Wspomnę jeszcze o aktywności ruchowej. Dziecko rozwija się poprzez ruch. Dziecko poznaje świat poprzez aktywność ruchową. Kształtuje swoje ciało, siłę mięśniową, ćwiczy spostrzegawczość, pamięć, koncentrację.

Zabawa, ruch, aktywność to inwestycja w rozwój naszych dzieci.